[13] Smoczy Uniwersytet





Fandom: Harry Potter
Pairing/ postacie: Charmione, Charlie Weasley i Hermiona Granger
Rodzaj: miniaturka


~
Miłość zjawia się niespodziewanie, jak włamywacz. W jednej chwili wszystko znika, życie przenosi się w inny wymiar. Nagle topnieje strach. 
Guillaume Musso


Ludzie nigdy nie mogli zrozumieć dlaczego ktoś taki, jak Charlie Weasley, który mógł zrobić międzynarodową karierę w qudditchu, zrezygnował z tego, aby zająć się smokami. Często go o to pytali. Kiedyś Charlie starał się im to wytłumaczyć, ale potem z tego zrezygnował. Dla wielu z nich liczyły się tylko pieniądze i sława. On nie zaliczał się do tych ludzi. Jego rodzina nie była majętna, ale pełna miłości i ciepła. To dzięki niej nauczył się, że to nie pieniądze są w życiu najważniejsze.

Charlie do tej pory pamiętał, jak siedział strapiony przy jeziorze niedaleko Nory. Po wakacjach miał zacząć siódmy rok w Hogwarcie. Wszyscy byli zdecydowani, co będą robić po ukończeniu szkoły, tylko nie on. Nikt nie wyobrażał sobie, że z takim talentem miałby nie grać zawodowo w quidditcha. Ale on nie był do końca przekonany. Powtarzał sobie, że w ten sposób pomoże finansowo rodzicom. Jednak w głębi serca wiedział, że to nie jest to, co tak naprawdę chciałby robić w życiu.

Wracał właśnie strapiony do domu, kiedy zobaczył otwarte drzwi do szopy ojca. Artur siedział na krześle i z błyszczącymi oczami przyglądał się jakiemuś mugolskiemu wynalazkowi. Kiedy zobaczył Charlie'ego zaczął mu pokazywać swoją nową zdobycz, głośno zastanawiając się, do czego używają jej mugole.

Młody Charlie spędził z ojcem prawie całe popołudnie w szopie, przeglądając zdobycze ojca i świetnie się przy tym bawiąc. Naprawdę uwielbiał spędzać z nim swój czas. Wciąż jednak bił się z myślami, a Artur bardzo szybko to zauważył. W pewnym momencie usiadł na przeciw niego i spojrzał mu w oczy.

Jego ojciec był wysokim, rudowłosym mężczyzną z masą piegów na twarzy. Lubił żartować i często się uśmiechał. Kiedy ktoś pytał się Molly, dlaczego wyszła za Artura, powtarzała, że to właśnie tym zawrócił jej w głowie - swoim dobrym, szczerym uśmiechem.

- Powiedz mi, co cię trapi, synu - powiedział z troską, patrząc na niego. Charlie ociągał się trochę, ale w końcu wszystko mu wyznał.

- Skoro czujesz, że zawodowe granie w quidditcha nie jest tym, co chciałbyś robić w przyszłości, dlaczego w ogóle to rozważasz? - zapytał. Ale Weasley nie odpowiedział. - Posłuchaj mnie, Charlie. Wiem, że nie opływamy w luksusie...

- Tato, to nie tak...

- Nie, posłuchaj mnie, synu. Nie chcę żebyś robił coś wbrew sobie. Jeśli twoje serce podpowiada ci, że nie będziesz szczęśliwy wybierając quidditcha, posłuchaj go. Nie martw się mną i mamą, jakoś damy sobie radę. Poza tym... Zastanów się dlaczego pracuję tam gdzie pracuję. Ponieważ wolałem robić to co kocham i wybrałem pasję zamiast obsesyjnej chęci zdobycia pieniędzy. Młodym ludziom wydaje się inaczej, ale one nie są najważniejsze w życiu. A teraz chodź synu, Molly woła nas na obiad, a wiesz jak nie znosi, kiedy się spóźniamy - zakończył z uśmiechem, klepiąc go po plecach.

Rozmowa z ojcem bardzo mu pomogła. Zaczął się wtedy na poważnie zastanawiać nad propozycją jego przyjaciela Angelo, który skończył rok wcześniej Hogwart i pracował w Rumunii. Charlie uwielbiał zwierzęta, miał do nich prawdziwą rękę. Często pomagał Hagridowi, kiedy coś niebezpiecznego grasowało w Zakazanym Lesie, miał ocenę wybitną z Opieki Nad Magicznymi Zwierzętami. Poza tym bardzo interesowały go smoki. Przeczytał o nich chyba wszystkie książki w szkolnej Bibliotece i był prawdziwą kopalnią wiedzy na ich temat. Marzył, aby spotkać jakiegoś na własne oczy. A praca w Rumunii mogła mu w tym pomóc.

Kiedy powiedział o tym rodzicom, Molly próbowała właśnie złapać Freda i George'a, którzy grasowali po całej kuchni, śmiejąc się wniebogłosy i wymachując rękami ze świecącymi kuleczkami, które podarował im Bill. Na wiadomość syna złapała się przerażona za głowę, przez co Artur musiał uspokajać ją przez kolejne pół godziny.


* * *


Był ciepły, słoneczny poranek, kiedy Charlie usłyszał głośne walenie w drzwi swojego małego mieszkania. Weasley jęknął ze złością i z trudem zwlókł się z łóżka. Cholerny Angelo, że też nie może mu dać spokoju chociaż dzisiaj!

Charlie minął stertę ubrań porozrzucaną po całym pokoju, przeskoczył nad dziurą w podłodze (swoją drogą nawet nie wiedział skąd się tam, u licha, wzięła) i znalazł się przy drzwiach. Musiał się trochę nagimnastykować zanim je otworzył, nie chciało mu się wracać po różdżkę, a prawą rękę miał na temblaku.

Angelo po otworzeniu drzwi, niemalże od razu wpakował mu się do domu i bez zbędnych ceregieli ruszył do kuchni. Charlie, widząc to, westchnął teatralnie.

- Masz szczęście, że ubłagałem Floricę, aby dała ci spokój. Jakby zobaczyła to całe pobojowisko w życiu by stąd nie wyszła! Na szczęścia jest dzisiaj jakiś specjalny wykład na Smoczym Uniwersytecie, więc upiekła tylko te swoje słynne bułeczki i poszła. Ale wieczorem pewnie jeszcze przyjdzie z całą zastawą, także się szykuj - powiedział Angelo,  wyciągając z torby stos cudownie pachnącego pieczywa.

Florica Cioran była narzeczoną jego przyjaciela. Miała długie kruczoczarne włosy, ciepłe niebieskie oczy i często denerwowała go swoją nadopiekuńczością. Jego mama byłaby spokojna, gdyby wiedziała, że ktoś podobny do Florici nad nim czuwa. Nie żeby Charlie jej nie lubił, wprost przeciwnie. Był jej wdzięczny za te wszystkie obiady, na które siłą zaciągnęła go do domu. Poznał ją, kiedy uczył się jeszcze na Smoczym Uniwersytecie. On studiował życie smoków, a ona magiczne zarządzanie. Lubił w niej to, że była szczera i bezpośrednia. Była dobrą przyjaciółką, choć irytowała go tą swoją ciągłą gadaniną na temat tego, że powinien znaleźć sobie jakąś dziewczynę i ciągle próbowała go wkręcić w jakieś randki w ciemno. Przypominała mu o wszystkich testach, zaliczeniach i o tym, aby nie denerwował ich nauczyciela Dragomira. Bardzo się ucieszył, kiedy przyjęła zaręczyny Angelo. Jednak mylił się myśląc, że przestane się nim opiekować. Było wręcz przeciwnie. Cioran  wciągnęła w to jego najlepszego przyjaciela. Charlie czasami naprawdę czuł się, jakby był ich dzieckiem.

- Powiedziałeś jej, że ze mną wszystko w porządku, prawda? - zapytał, unosząc pytająco brew. Angelo kiwnął w odpowiedzi głową.

- No jasne, że tak. Ale wiesz jaka ona jest, dla niej poparzenie przez smoka jest prawdziwą tragedią.

- Cała Florica. Wiesz, chyba nigdy nie zrozumiem dlaczego poszła na Smoczy Uniwersytet skoro panicznie boi się smoków - stwierdził Charlie, biorąc do ręki jedną z bułek. Angelo wzruszył ramionami; pytał o to swoją narzeczoną niejednokrotnie, ale prychała tylko za każdym razem, jakby to było najoczywistszą rzeczą na świecie.

Oboje posiedzieli razem w kuchni jeszcze godzinę. Zajadając się bułkami, Angelo opowiadał mu o najnowszych plotkach jakie krążyły w pracy. Pochwalił się przy okazji, że wygrał zakład z Clarą, która nie wierzyła, że Charlie'ego dosięgnie ogień smoczycy Delmy.

Weasley zaśmiał się.

- Dzięki, dobrze jest wiedzieć, że ma się u boku przyjaciela, który kompletnie w ciebie nie wierzy - powiedział, kręcąc głową z politowaniem. Angelo wyszczerzył zęby w jego stronę, a potem spojrzał na niego jakby w oczekiwaniu. Charlie wywrócił oczami.

- Nie ma nic między mną i Clarą, powiedz to Florice i niech się ode mnie odczepi. Przecież wie, że wolałbym doszczętnie spłonąć niż być w związku z jakąś dziewczyną lub co gorsza, ożenić się - odparł.

O ósmej Angelo poszedł do domu po strój do pracy. Charlie tymczasem ponarzekał trochę na ten cholerny temblak, stłukł dwa talerze i rzucił się na kanapę. Delma nieźle przypaliła mu skórę, w niektórych miejscach widać było kość. Urocza Helge pracująca w pobliskim Smoczym Szpitalu nieźle mu nagadała, ponieważ był bardzo nieostrożny. Jego ręka nie zdążyła się zagoić po poprzednim poparzeniu, ponieważ Charlie nie chciał wziąć zwolnienia z pracy. Ale tym razem Helge dopilnowała, aby to zrobił. Wpadła jak burza do biura swojego szwagra i nieźle mu nagadała. A pokonany Igor musiał postąpić tak jak chciała, inaczej jego żona - Jene nie odezwałaby się do niego przez tydzień.

W ten właśnie sposób Charlie został wysłany do domu z rozkazem odwiedzania szpitala co dwa dni.

O godzinie jedenastej, Weasley nałożył na siebie pierwsze jeansy, które złapał z brzegu, granatową bluzkę i skórzaną kurtkę. Schował jeszcze do kieszeni różdżkę i opuścił mieszkanie. Następnie teleportował się tuż przed Smoczym Uniwersytetem.

Szkoła ta otoczona była wokół wielką czarną bramą. Dzięki zaklęciom mogli ją przekroczyć tylko czarodzieje, dla mugoli była zwykłą ruiną. Podobnie zresztą zabezpieczony był Hogwart.

Uniwersytet został zbudowany z czarnej cegły. Na środku stała fontanna w kształcie smoka; z stworzenia wylewały się strumyczki wody. Po bokach była tylko trawa, na której wylegiwali się uczniowie uniwersytetu; jedni powtarzali zagadnienia na lekcje, inni żartowali sobie z czegoś, grając w magiczne szachy, a jeszcze inni spali sobie w najlepsze.

Charlie minął fontannę i ruszył dróżką prowadzącą do wejścia szkoły. Następnie skierował się do Smoczego Szpitala, który znajdował się na pierwszym piętrze. Była w nim jednak duża kolejka. Charlie widząc po minach, siniakach i spalonych ubraniach uczniów doszedł do wniosku, że byli zapewne na Polanie, gdzie po raz pierwszy każdy z nich dostał pod opiekę własnego smoka. Postanowił więc, że wróci później, bo i tak jeszcze sporo czasu zajmie zanim Helge zajmie się całą tą kolejką.

Schodził właśnie po schodach, podgwizdując sobie wesoło, kiedy dopadła go Florica. Jej czarne włosy powyłaziły ze starannie uplecionego warkocza, w rękach trzymała stos papierów. Niemalże od razu zaczęła go bombardować gadką na temat tego, jaki był nieostrożny. Charlie westchnął.

- Co ci nagadała Helge?

- Nieważne co mi nagadała Helge, ważne jest to, że zachowujesz się czasami bardzo lekkomyślnie. Wiem, że kochasz smoki Charles, ale to nie są delikatnie przysposobione zwierzęta, pamiętaj o tym - mówiła w drodze do swojego biura.

Po drodze mijali tłumy uczniów zmierzających do Smoczej Sali na prelekcję. Charlie dogonił Floricę, która szła tuż przed nim i zapytał ją kogo ściągnęła na wykłady.

- Hermionę Granger - odparła Cioran, otwierając drzwi do gabinetu. Charlie spojrzał na nią zaskoczony.

- Hermionę? A co będzie wykładać?

- Zastosowanie smoczej krwi - powiedziała, kładąc plik papierów na stół. - Masz, tutaj mam kartę o którą prosiła mnie Helge, zanieś jej jak do niej później pójdziesz - poprosiła. Charlie kiwnął głową, a potem oboje wyszli z biura i skierowali się do Smoczej Sali.

Weasley i tak nie miał nic do roboty więc równie dobrze mógł posłuchać wykładu Hermiony Granger. Po drodze zaczął się zastanawiać, co o niej wie. Właściwie to nie znał jej zbyt dobrze, wiedział tylko, że przez jakiś czas była w związku z jego bratem, a potem się rozstali. Widział ją kilka razy w Norze, na ślubie Billa i Fleur i może ze dwa razy po Wojnie. Raczej w ogóle z nią nie rozmawiał oprócz wymienienia zwykłych formuł grzecznościowych.

Charlie stanął sobie z boku i oparty o ścianę czekał aż zacznie się wykład. Hermiona stanęła na podest chwilę później ubrana w granatową sukienkę z kołnierzykiem. Mówiła ciekawie, mądrze i w jakiś taki sposób, że wszyscy uczniowie słuchali jej ze skupieniem. Pod koniec wykładu zachęcała do wsparcia kilkoma syklami Czarodziejskiej Fundacji Imienia Albusa Dumbledore'a, zbierającej pieniądze na nowe domy dla ludzi, którzy utracili dach nad głową po Wojnie.
Charlie wrzucał właśnie kilka galeonów do wielkiej puszki, która przyjmowała pieniądze i sprawiała wrażenie iż odgryzie rękę każdej osobie, która chciałaby wyciągnąć pieniądze z jej wnętrza, kiedy obok niego pojawiła się Hermiona. Przyjrzała mu się uważnie, a potem z uśmiechem powiedziała:

- Charlie Weasley, prawda?

- We własnej osobie - odparł, ściskając jej rękę. Florica, stojąca obok niej, spojrzała na nich z zaskoczeniem.

- To wy się znacie?

- Można tak powiedzieć, chociaż właściwie to nigdy nie zamieniliśmy ze sobą więcej niż kilka słów - odparła z uśmiechem Hermiona. Florica spojrzała na nią z błyskiem w oku.

- To może powinniście to zmienić, Charlie mieszka już dobrych kilka lat w Bukareszcie i pewnie chętnie cię po nim oprowadzi - powiedziała szybko Cioran. Weasley wiedział doskonale, co chciała zrobić. Florica zawsze rozglądała się dla dziewczyną dla niego i wkręcała go w różne randki. Normalnie pewnie by ją obrzucił morderczym wzrokiem i sobie poszedł, ale dawno nie był w domu i uznał, że wypyta Hermionę i dowie się co u nich.

- Nie, nie, nie chcę nikomu przeszkadzać... - zaczęła, ale Florica była nieugięta i Hermiona nie miała innego wyjścia niż się zgodzić.


* * *


Charlie nigdy nie sądził, że znajdzie osobę, która będzie go słuchać z taką uwagą i skupieniem. Bliźniacy wytrzymali tylko (a może aż?) dziesięć minut jego gadaniny zanim w końcu zdecydowali się oblać go zimną wodą. Hermiona wręcz przeciwnie. Mijał drugi tydzień odkąd zaczął pokazywać jej Rumunię i ani razu nie odniósł wrażenia, że ją nudzi.

Przechadzali się właśnie po Parku Herăstrău, pijąc gorącą czekoladę. Zbliżał się powoli wieczór i oboje uznali, że są zbyt zmęczeni, aby kontynuować dalsze zwiedzanie.

- Wiesz co, a może wpadłabyś do mnie? Florica upiekła przepyszne ciasto orzechowe, mówię ci, na pewno nie pożałujesz - powiedział, patrząc na nią z uśmiechem. Hermiona zaśmiała się cicho.

- Skoro tak, to chyba nie mam wyjścia.

Jedna rzecz umknęła Weasleyowi z głowy, a mianowicie to, że w jego mieszkaniu panuje bałagan. Potworny bałagan. Nie sprzątał w swoim mieszkaniu od tak dawna, że zapomniał iż inni ludzie raczej preferują porządek.

- Och, ja... Chyba zapomniałem poukładać... skarpetek... - mruknął niewyraźnie. Hermiona parsknęła śmiechem.

- Nie wiem, czy wiesz, ale istnieje takie zaklęcie jak Chłoczyść, Charlie.


* * *


- Poczekaj, chcesz mi powiedzieć, że Hermiona zobaczyła cały ten bałagan w twoim mieszkaniu i nie uciekła z krzykiem? - zapytała z niedowierzaniem Florica następnego dnia przy śniadaniu. - Charlie, to na co ty jeszcze czekasz, bierz się za nią! - ryknęła tak głośno, że ludzie przy sąsiednich stolikach spojrzeli na nich z niesmakiem.

Weasley posłał jej spojrzenie, którego sam rogogon węgierski z pewnością by się nie powstydził i wstał.

- Zaraz się spóźnimy. Idziesz, Angelo? - rzucił w stronę przyjaciela. Ten kiwnął w odpowiedz głową, pocałował jeszcze Cioran na pożegnanie i razem z Weasleyem teleportowali się przed Smoczym Uniwersytetem.

Charlie bardzo cieszył się z powrotu do pracy. Smoczyca Delma, która stała się przyczyną jego krótkiego urlopu, również chyba była bardzo zadowolona. Po raz pierwszy odkąd znalazła się w Ośrodku Smoków, nie wyrzucała z siebie strumieni ognia, jakby chciała, żeby wszyscy się w nich wykąpali i nikogo nie poparzyła.

- Wiedziałem, że mnie kochasz - rzucił Charlie, szczerząc się szeroko i zanim smoczyca zdążyła podnieść na niego wzrok, aby wyrazić swoje niezadowolenie, szybko zniknął jej z oczu.

Podczas przerwy obiadowej Weasley zaczął zastanawiać się, co tego dnia pokaże Hermionie. Miała zostać w Rumunii tylko jeszcze jeden dzień.

Jeden dzień.

* * *

Postanowił zabrać ją na mały rejs łódką. Zabrał ze sobą stos kanapek, coś do picia i nie mówiąc jej, gdzie się właściwie wybierają teleportował się.

Hermionie bardzo spodobała się miejsce, które wybrał. Otoczeni przez wysokie skały, rozmawiali tak długo, póki Charlie nie wskazał jej palcem na zachodzące słonce.

- Przepiękne - powiedziała Hermiona, uśmiechając się szeroko.

- Wiesz, chciałem żebyś na długo zapamiętała ten ostatni dzień w Rumunii. Udało mi się?

- Zdecydowanie ci się udało, Charlie. Chociaż nie jestem taka pewna odnośnie tego, że to mój ostatni dzień w Rumunii... - mruknęła. Weasley podniósł wzrok i spojrzał na nią zaskoczony.

- Jeden z nauczycieli ze Smoczego Uniwersytetu wziął urlop na pięć miesięcy. I właśnie zaproponowano mi, abym na ten czas, zajęła jego miejsce - powiedziała przegryzając wargę. - Co ty na to? - Charlie nie miał pojęcia, że potrafi uśmiechać się tak szeroko.

- Bardzo się cieszę, Hermiono. Naprawdę.


* * *


Angelo co prawda spodziewał się, że Floricę ucieszy wiadomość iż Hermiona zostaje Rumunii na kilka miesięcy, ale nie spodziewał się aż takiego zachwytu. Niemalże śpiewając z radości, zamówiła trzy wielkie porcje lodów czekoladowych i przeszła do następnego pytania:

- A gdzie będziesz mieszkać?

- Na razie w hotelu, wykupiłam pokój jeszcze na dwa dni, mam nadzieję, że do tej pory uda mi się coś znaleźć - odparła Hermiona popijając kawę. Angelo szykował się właśnie do poinformowania panny Granger, że jego znajomy z chęcią wynająłby jej pokój, ale nie zdążył wypowiedzieć nawet słowa, ponieważ Cioran nadepnęła mu na stopę. Z całej swojej siły, który drzemała w tych chudych ramionkach. Rozkaszlał się, aby zagłuszyć jęk bólu.

- A czego nie mogłabyś wynająć pokoju w mieszkaniu Charlie'ego? Odkąd Angelo się wyprowadził, Charles nie miał żadnego współlokatora - powiedziała niewinnym głosem. Jej narzeczonym spojrzał na nią z niedowierzaniem. Po Florice można było się wiele spodziewać, ale że będzie aż tak bezpośrednia...

Hermiona zaśmiała się.

- Jeśli nie uda mi się niczego znaleźć z pewnością zapytam się Charlie'ego, czy nie chciałby mieć przypadkiem współlokatorki. A teraz wybaczcie, bardzo się spieszę, mam jeszcze z milion spraw do załatwienia i muszę się z tym uporać jeszcze dzisiaj - zawołała wstając, machnęła im jeszcze ręką na pożegnanie i szybko zniknęła przed zakrętem.

- Myślisz, że coś z tego wyniknie? - zapytał Angelo, gdy tylko zniknęła im z oczu. Florica westchnęła.

- Mam taką nadzieję.


* * *


To było dziwne, ale nie musiało minąć dużo czasu, aby przyzwyczaił się do obecności Hermiony w swoim mieszkaniu. Stało się to dla niego czymś oczywistym i nie wyobrażał już sobie, aby było inaczej. Codziennie jedli razem kolacje, którą przygotowywali wspólnie, spędzali długie wieczory śmiejąc się i pijąc ich ulubioną cytrynową herbatę. Charlie znów zaczął czytać książki. Kiedyś bardzo lubił to robić, ale praca i spotkania z przyjaciółmi sprawiały, że nie miał na to czasu. Jednak teraz, widząc regały uginające się pod ciężarem książek Granger, musiał w końcu zaszyć się w kącie i przeczytać któryś z tytułów, które tak bardzo polecała mu Hermiona.

Granger była bardzo zadowolona ze swojej pracy. Charlie wiedział się, że obawiała się, jak uczniowie ją przyjmą - była zaledwie kilka lat starsza od nich, przez co niektórzy mogli nie traktować jej poważnie. Na szczęście studenci okazali się w porządku, a Hermiona po zaledwie dwóch miesiącach nauki, zgodnie, została uznana za jedną z najlepszych nauczycielek.

Charlie otworzył drzwi i z westchnieniem wszedł do środka. Zawiesił kluczyki na gwoździu znajdującym się obok wejścia i ruszył od razu do kuchni, krzywiąc się lekko z bólu. Zaczął przeszukiwać szuflady. Każdy pracownik Ośrodka Smoków posiadał co najmniej kilka białych tubek z maścią, które dawały sobie radę z niewielkimi poparzeniami i uśmierzały ból. Charlie znalazł ostatnią maść w kredensie, wyjął ją i ruszył w stronę łazienki. Po drodze natknął się jednak na Hermionę. Szatynka rzuciła w jego stronę uważne spojrzenie i kazała mu siąść na krześle. Następnie pomogła mu zdjąć przypaloną kurtkę, potem koszulę i wzięła do dłoni maść.

- Naprawdę, nie musisz tego robić, Hermiono. Dam sobie radę - powiedział, ale wyraz jego twarzy mówił zdecydowanie co innego. Hermiona nie zwróciła jednak uwagi na jego słowa i powoli, kolistymi ruchami zaczęła rozsmarowywać białą maść na jego ramieniu. Pieczenie i ból ustały kilka sekund później, co Charlie skwitował westchnięciem ulgi.

- Dziękuję.

- Nie ma za co - odparła Hermiona, myjąc ręce, a potem odwróciła się na pięcie. Chciała zaparzyć herbaty, ale zamiast tego niemalże wpadła na Charlie'ego.

- Przepraszam... - mruknęła zakłopotana.

- W porządku - odparł.

Jednak żadne z nich nie zrobiło nic, aby zmienić swoją pozycję. Patrzyli sobie prosto w oczy, ich ciepłe oddechy mieszały się ze sobą.

- To ja może... - zaczęła Hermiona, robiąc jakiś nieokreślony ruch ręką, ale nie zdążyła dokończyć zdania, ponieważ Weasley ją pocałował. A ona, mimo początkowego zaskoczenia, oddała go z takim samym zaangażowaniem.


* * *


Charlie czekał na Hermionę w Smoczym Holu oparty o jedną ze ścian. Pomachał Florice i Angelo, widząc, jak uśmiechają się w jego stronę, przywitał się z Helge i przybił piątkę ze swoim kolegą z pracy, nim Hermiona wreszcie się pojawiła. Szła szybko w jego stronę, przyciskając jedną ręką do piersi, a drugą próbując choć trochę ujarzmić swoje brązowe włosy.

- Przepraszam, że musiałeś czekać - wyspała, gdy tylko się do niego zbliżyła. - Dzisiaj było kompletne zamieszanie z planem, nie miałam pojęcia gdzie mam lekcję, uczniowie tez zresztą i powstał totalny chaos... - mówiła szybko. Charlie nie mógł się powstrzymać i przerwał jej ten potok słów pocałunkiem.

Hermiona pokręciła ze śmiechem głową. Nałożyła na ramiona kurtkę i razem opuścili Smoczy Uniwersytet.

Postanowili udać się na spacer. Charlie otoczył ich niewidzialną bańką ciepłego powietrza, dzięki czemu Hermiona przestała trząść się z zimna, a potem mocno ją przytulił.

Ich związek... To nie stało się tak od razu. Zajęło im to miesiące nim wreszcie postanowili spróbować. Hermiona przeprowadziła się do Rumuni i została na stałe zatrudniona jako nauczycielka w Smoczym Uniwersytecie.

Charlie nigdy nie zapomniał chwili, gdy przed całą zgrają Weasleyów, oznajmili, że są parą. Molly popłakała się (zapewne z radości, że jej najstarszy syn w końcu się ożeni!), bliźniacy mu gratulowali, Bill uśmiechał się trzymając rękę na wielkim brzuchu Fleur, Ginny kiwała głową z błyskiem w oku a Harry i Ron wbijali w nich niedowierzające spojrzenie.

Czasami Charlie sam nie mógł do końca w to uwierzyć. Miał niesamowite szczęście, że tamtego dnia Hermiona przyjechała do Rumunii na wykład, a on postanowił go posłuchać. Cieszył się, że pojawiła się w jego życiu wywracając je do góry nogami o sto osiemdziesiąt stopni.

I szczerze mówiąc, nie wyobrażał już sobie świata bez niej. 


____________________________________
Znowu minęło trochę czasu zanim coś dodałam. Ostatnio mam kompletny zastój w pisaniu. Wena sobie uciekła i gdzieś się ukrywa. Oby niedługo wróciła. :)
Notka pisana częściowo podczas wakacji, pewnie znajdziecie w niej pewnie masę błędów, ale postaram się je jak najszybciej poprawić. Jednak nie zawsze wszystko wyłapię, więc jeśli ktoś widzi przecinek w złym miejscu, literówkę, błąd ortograficzny (lub cokolwiek innego) - proszę krzyczeć. 
Pozdrawiam ciepło. :D

10 komentarzy:

  1. Cudo <3 Uwielbiam ten paring (tak samo jak Hermiona + Zabini)
    Piszesz świetnie, a pomysły są naprawdę bardzo ciekawe. Czekam z niecierpliwością na kolejne miniaturki.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że o pairingu Hermiona i Zabini słyszę po raz pierwszy? :D Będę musiała natychmiast to nadrobić.
      Dziękuje ślicznie,
      Pozdrawiam. ;*

      Usuń
  2. Ostatnio naszła mnie wielka chęć żeby poczytać o tej parze a Ty i Twój blog spadłyście mi normalnie z nieba : D. Kto by pomyślał że tak mi się spodoba para Charlie i Hermioną ;: )
    Miniaturkę czytało mi się bardzo lekko, poza tym podoba mi się jak na początku wstawiłaś fragment o Charliem i jego dylemacie odnośnie tego co robić dalej w swoim życiu. Chętnie poczytałabym taki rozdział poświęcony tylko jego osobie : D
    Z błędami niestety Ci nie pomogę bo sama mam z nim problemy. A z przecinkami to już w ogóle hahah ; ) Ale jedna rzecz wpadła mi w oczy 'Charli otoczył ich niewidzialną bańką ciepłego powietrza' - uciekło Ci 'e'.

    Pozdrawiam, Clara Watson

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo na początku to w ogóle nie miała być miniaturka o nim i Granger, jakoś w połowie pisania tak mi wyszło. :D Poza tym bardzo lubię teksty o postaciach, o których mało jest w książkach - tak właśnie jak Charlie, więc dużo ich się pewnie na ZN pojawi, może nawet i coś tylko o nim, ale nic nie obiecuję.
      Przecinki? Nawet nic nie mów, kiedyś nie stawiałam ich w ogóle, teraz wstawiam gdzie popadnie - nie wiem co gorsze. XD Masakra z nimi. :D
      Dzięki, że mi o tym napisałaś, już to poprawiłam. :D
      Buziaki! ;*

      Usuń
  3. Nic dodać nic ująć,uwielbiam czytać twoje miniaturki <3
    Czekam na kolejne ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie napisany tekst. Gratuluję

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda że tekst nie jest dłuższy bo serio się wciągnęłam ;D Mam nadzieję że jeszcze coś o nich naskrobiesz. Trzymam za to kciuki!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

^